Nie będę Wam mówić, że Berlin wymaga zdecydowanie więcej czasu niż 2 dni, bo to można powiedzieć o każdym mieście. Miasto nie jest mi jednak obce, wiele razy już tam byłam o różnej porze roku. Wszystkie ważniejsze „klasyki” miasta miałam już okazję poznać, ale wiecie, co się okazało? Że Berlin odkryłam na nowo i wcale nie jest taki nudny. Tym razem towarzyszyła nam torebka wiklinowa, którą chcemy Wam pokazać w nowej odsłonie z pięknym materiałem w środku.
Jednym z miejsc „must see” to Reichstag – stary budynek parlamentu Rzeszy w Berlinie, a obecnie siedziba Bundestagu – części parlamentu niemieckiego, nad którą wznosi się ogromna, szklana kopuła, a obok trochę zieleni, gdzie można przycupnąć i chwilę odetchnąć.



Obowiązkowy punkt każdej wycieczki, który trzeba „odfajkować” to słynna Brama Brandenburska – symbol zjednoczenia Niemiec. Trzeba się liczyć z tym, że okolica jest okupowana przez turystów. Tym razem nie było inaczej.



Dobrym miejscem na chwilę przemyśleń i zadumy jest Pomnik Pomordowanych Żydów Europy - labirynt betonowych alejek upamiętniający zagładę Żydów podczas II Wojny Światowej.



Berlin zachwycił nas ilością rowerzystów. Mówi się, że stolica Niemiec określa się mianem rowerowej metropolii, jednak koszy wiklinowych na rower spodziewaliśmy się zobaczyć znacznie więcej.



Ale za to...całkiem przypadkiem trafiliśmy na targ ze świeżymi owocami, warzywami, serami, rybami. Wiklinowy kosz na zakupy w takim miejscu to strzał w 10- tkę! Zobaczcie sami.



Gendarmenmarkt – ten plac zdecydowanie jest jednym z naszych ulubionych, a w sezonie bożonarodzeniowym jest tam najpiękniejszy jarmark świąteczny. Znajdują się tam trzy wspaniałe budowle: Sala Koncertowa z pomnikiem Friedricha Schillera, Katedra Francuska i Kadara Niemiecka.



Kościół Pamięci Cesarza Wilhelma to malownicze ruiny będące pozostałością ewangelickiej świątyni wzniesionej końcem XIX wieku. Zniszczona została podczas II Wojny Światowej. Aktualnie, obok dobudowywana jest nowa, szklana nawa z dzwonnicą i kaplicą. Niegdyś plac był miejscem spotkań, placem artystów, gdzie dzieci tańczyły i śpiewały. Dziś, rozstawione budki z jedzeniem i lokalnym piwem zachęcają do degustacji.



Dla nas podróże to nie tylko zwiedzanie i zachwyt nad krajobrazami, ale także – a może przede wszystkim – jedzenie, kosztowanie, smakowanie. Jedną z naszych wyjazdowych filozofii jest jeść to, co jedzą lokalni i bywać tam, gdzie oni bywają. Za kiełbasą nie specjalnie przepadamy, no ale wg naszego motta, zjedliśmy. Natomiast turecka specjalność – kebab z baraniną i grillowanymi warzywami – niebo w gębie.



Kolejnym punktem na mapie do odhaczenia był Alexanderplatz – niegdyś serce Berlina wschodniego, gdzie znajduje się wiele sklepów, bram z ukrytymi kawiarenkami, butikami, Fontanną Przyjaźni oraz charakterystycznym obiektem, jednym z dwóch głównych symboli miasta - wysoką na 368 m wieżą telewizyjną, która króluje nad wschodnią częścią miasta.
Mając tylko weekend na zwiedzanie, same muzea sobie darowaliśmy, za to nocny spacer pomiędzy ogromnymi budowlami i obok majestatycznej i okazałej Katedry Berlińskiej w zupełności nam wystarczył. Wyspa Muzeów uznawana za jeden z najważniejszych kompleksów muzealnych świata, o od 1999 roku widnieje na liście dziedzictwa kulturowego UNESCO.



Ściana pokryta kolorowymi grafitti artystów z całego świata, jedna z największych galerii sztuki na wolnym powietrzu czyli East Side Gallery to nic innego jak fragmenty Muru Berlińskiego – ten kawałek historii miasta zdecydowanie wywarł na nas największe wrażenie i stał się tematem wielu rozmów, dyskusji i rozważań. Nie sposób było przejść obojętnie. Idąc wzdłuż muru dotarliśmy do Mostu Oberbaum – symbolu jedności.



Powoli kończymy nasz krótki, ale za to intensywny weekend u zachodnich sąsiadów, wiedząc, że za kilka miesięcy znowu tu przybędziemy, tym razem na nasze ukochane jarmarki bożonarodzeniowe.
Na sam koniec naszego pobytu, nasuwa się pytanie - czy warto było odkryć Berlin na nowo? Zdecydowanie tak! Wprawdzie nie powala na kolana, nie jest uroczy jak Praga, nie jest też czarujący jak Rzym i nie jest też romantyczny, jak Paryż, ale zdecydowanie zasługuje na uwagę, chociażby ze względu na swoją historię. Przecież każda wycieczka czy podróż, nawet krótka, to możliwość poznania nowego miejsca, historii, kultury. To doświadczenia, które pozostaną w nas na zawsze.



Jeśli spodobała Ci się nasza torebka z wikliny - znajdziesz ją tutaj Vikla -Torebki Wiklinowe